A może być tak

Alda­ron:

Ref.
A może być tak, że za parę lat prze­sta­nie ist­nieć świat, któ­ry myślisz, że znasz
A może być tak, że nie zmie­ni się nic, będzie­my w tym trwać na jało­wo gnić.

Możesz myśleć, że coś nie tak wyda­rza się w mojej gło­wie.
Co, że powiem? To dla cie­bie tyl­ko teo­rie spi­sko­we.
Nihil nove źró­dła owe, tak celo­wo zaciem­nio­ne
Nie uciek­ną praw­dy bły­sku, to już jest prak­ty­ka spi­sku.
Czar­na kome­dia trwa w mediach, czar na cie­bie rzu­ca ekran.
Czar­ta war­ta infor­ma­cja, pani poseł na waka­cjach
Kie­dy gdzieś tam się opa­la – ktoś jakiś reżim oba­la
TV bania, fazy fala, a pre­zen­ter jak ta lala

Niby zwą to wia­do­mo­ści, pano­ra­my fak­tów, dość ci
Nega­ty­wu zale­wu z dokład­ką zabi­tą gdzieś tam sąsiad­ką.
Psy­cho­lo­gów rze­sze wie­dzą i co myśleć masz powie­dzą.
Co usły­szeć zaś to widzę, i już w waszej nie gram lidze,
Bo się wsty­dzę za czło­wie­ka, a nim kur­wa jestem, nie tak
Ssać już Zie­mi nie może­my, prze­stań, mówię, nie zaj­dzie­my
Do nicze­go inne­go jak tyl­ko samo­za­gła­dy,
Dobra, spo­kój, pole­cia­łem, cza­sem też nie daję rady.

Mira­ho:
A może prze­trwa­my, wśród smro­du spa­lin, dziś gra­my zanim zosta­nie­my sami
Mamy pro­gres, to natu­ral­ny pro­ces w dro­dze do samo­re­ali­za­cji pro­ste
Sta­ra­my się złą­czyć i omi­nąć klą­twę,
prze­trwa­my tu chłop­cze bo jeste­śmy słoń­cem, jak ty, jak na łące pasą­ce się
kro­wy pta­ki na hory­zon­cie, zają­ce, kozy.

A może być tak, że sta­nie­my na zglisz­czach,
Gruz, brud, smród, etnicz­na czyst­ka.
Chłód z ogni­ska domo­we­go cie­pła, gniew, krew spły­wa­ją­ca w ście­kach.
A może dzie­ciak prze­sko­czy­my podzia­ły, pocze­kaj stwo­rzy­my dom dosko­na­ły
Zwie­rzę­ta, Zie­mia, rośli­ny, ska­ły. Wszy­scy pyta­my – dla­cze­go umie­ra­my?

Ref.
A może być tak, że za parę lat prze­sta­nie ist­nieć świat, któ­ry myślisz, że znasz
A może być tak, że nie zmie­ni się nic, będzie­my w tym trwać na jało­wo gnić.

Alda­ron:
Może tak jest, że tak jak­by pod­bi­ja­ją tobie smak byś
kon­su­mo­wał coraz prę­dzej, pro­du­ku­ją potrzeb wię­cej.
Od poran­ka do wie­czo­ra krę­ci się ta buj­da cho­ra.
Mul­ti­men­da reklam nęka, enta ulot­ka, czy ekran

Nic z roz­wo­ju już w tym nie ma z matry­cy trza­ska­ny sche­mat.
No a to, co dziać się może, zabro­nio­ne w imię boże,
Przy czym Bóg tu jest pie­nią­dzem, zamiast miło­ści masz żądze,
Zamiast przy­jaź­ni kon­trak­ty, spró­buj przejść spo­koj­nie nad tym.

Nie, nie przej­dziesz, bo gdzieś w środ­ku, bunt się rodzi, lecz w porząd­ku
Bóg się rodzi od począt­ku, oswo­imy twój bunt ziom­ku
Damy ci wię­cej przed­mio­tów, świe­ci­de­łek dla twych oczu.
Grę na kom­pie fabu­lar­ną, byś już życia nie ogar­nął.

A może być tak że, rze­czy waż­ne wypły­ną
zanim zgi­ną idee z mózgów na zawsze,
omi­nąć syf da się, postaw na wyobraź­nię
Świa­do­mość jed­no­ści wszyst­kie­go miej w tym raz na zawsze.

Ref.
A może być tak, że za parę lat prze­sta­nie ist­nieć świat, któ­ry myślisz, że znasz
A może być tak, że nie zmie­ni się nic, będzie­my w tym trwać na jało­wo gnić.

Leave a Reply

Copyright © 2016 Paweł Czekalski. All rights reserved.