Może czas, już czas, by ci z nas, co czują czas…

…iść gdzie woda, las, góry i las jesz­cze raz!”

img_6477

… tak zaczy­na się pio­sen­ka nowo­pow­sta­ją­ca, mają­ca min na celu wypeł­nić krą­żek nr 2 pro­jek­tu „Wia­ra ta sama”. Odgrze­ba­łem pomysł sprzed kil­ku mie­się­cy. Zapi­sa­ny, nie­do­koń­czo­ny, więc z miej­scem na wypeł­nie­nie nowy­mi myśla­mi. Eh! Lubię to, jak mówi fb. Dru­ga płyt­ka w zesta­wie… o nie­zna­nym pod­ty­tu­le jesz­cze. I ten krą­żek powo­li nabie­ra kształ­tu. Coś jak krót­szy zbio­rek pie­śni w sty­lu „Na prze­cze­ka­nie” plus faj­ny pro­fe­sjo­nal­ny remiks Szy­mo­na (wg pomy­słu Pio­tra), oraz duet z Tatą mym kocha­nym. Są jesz­cze inny pomy­sły, ale nie wie­my czy wypa­lą ze wzglę­du na pra­wa autor­skie, ale trzy­maj­cie kciu­ki, może być faj­nie.
…i tak jest faj­nie.
Ten post miał być o dru­gim wynu­rze­niu wio­sny. Bo po kil­ku dniach Słoń­ca, nastą­pi­ło wię­cej dni chmur i czło­wiek taki zawie­szo­ny mię­dzy dogo­ry­wa­ją­cą zimą, a nie­na­sta­ną wio­sną.
A dziś… Wio, sny. Poszło.
Słoń­ce wyszło. Cho­ciaż cza­sem się cho­wa­ło – jed­nak było.

img_6475
To samo pod­kar­pac­kie wzgó­rze, co z poprzed­nie­go postu. Tym razem po krza­kach łazi­łem. Po dywa­nie świe­żo­zie­lo­nym z bia­ły­mi kwia­ta­mi, wśród drzew o czar­nej korze (korzę się, że z nazwa­mi jestem na bakier, choć to total­ne pod­sta­wy).
Pod jed­nym takim samot­nym drze­wem sia­dłem.
Zamy­ka się oczy. Wyobra­ża sie­bie jako ele­ment oto­cze­nia. Ata­wi­stycz­ne, zachwy­ca­ją­ce. czy­ste, głę­bo­kie, mistycz­ne odczu­cie, z nutą tęsk­no­ty. Że tyl­ko z wyciecz­ką tutaj. Że powin­no się nale­żeć, reali­zo­wać, wzra­stać, kochać, żyć tutaj. Wśród Tego. Czy­ste­go prze­ja­wu Wiel­kiej Siły.
Taka to modli­twa, bez roz­wi­ja­nia tema­tu dalej i stwa­rza­nia sym­bo­la­mi pola do kłót­ni.
Dzia­ła. Tu wszyst­ko dzia­ła.
Reali­za­cja drze­wa, na przy­kład. Kwia­ty, liście, tak to, a tak uło­żo­ne do Słoń­ca. Samo się dzie­je. Bez pozwo­leń, licen­cji, kon­ce­sji, pra­wa do posia­da­nia prze­strze­ni, podat­ku, akcy­zy i tych wszyst­kich słów-znie­wo­leń, w któ­rym jako ludz­kość trwa­my od poko­leń.

Budzi­my się.

img_6478
…może czas ogar­nąć pychę mar­ną
nie uża­lać się na dar­mo i nie nosić się z pogar­dą.

Bo zmia­ny z Wio­sną nad­le­cą
są już pierw­sze jaskół­ki
bystre jak woda w rze­kach
na pozi­mo­we zamuł­ki.

Leave a Reply

Copyright © 2016 Paweł Czekalski. All rights reserved.